sobota, 27 maja 2017

"Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" recenzja #1+ opinia o poprzednich częściach

"Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" czy oryginalnie "Dead Men Tell No Tales" miał premierę w Polsce 26 maja 2017. Wcześniej otrzymaliśmy materiały promocyjne, które (przynajmniej mnie) nie nastrajały zbyt pozytywnie przez swoją cukierkową stronę wizualną i wątpliwej jakości humor. Do kina poszedłem więc nastawiony na coś bardzo kiepskiego. I nie zawiodłem się. Film jest bardzo kiepski.







Żeby napisać coś o nowym filmie z serii "Piraci z Karaibów" warto wyrazić swoją opinię o poprzednich. Cóż "Klątwa Czarnej Perły" to według mnie arcydzieło kina przygodowego. Kto by pomyślał, że film na podstawie atrakcji turystycznej w Disneylandzie będzie taki dobry. Otrzymaliśmy ciekawą fabułę i niesamowity klimat budowany przez wspaniałą muzykę Klausa Badelta. Kreacje Johnnego Deppa i Geoffreya Rusha pozostają w pamięci. Nawet Orlando Bloom i Keira Kinightley byli do zniesienia... jeszcze. Postać Jacka Sparrowa do dzisiaj jest jedną z moich ulubionych, bo jak tu nie uwielbiać inteligentnego i sprytnego pirata, który pod przykrywką szaleńca chowa szlachetny charakter. Cóż taki był Jack Sparrow w "Klątwie Czarnej Perły".


Druga część serii czyli "Skrzynia Umarlaka" oraz trzecia "Na krańcu świata" fabularnie są bardzo połączone więc potraktuję je jako jeden film. Tym razem zamiast trupiej załogi Barbossy nasi bohaterowie muszą zmierzyć się z kolejną przeklętą grupą. Niestety oba te filmy cierpią na "Klątwę Sequela", która wymaga na filmie podkręcenia wszystkiego tego co podobało się w oryginale. Mamy więc jeszcze bardziej szalonego Jacka, którego intelekt niestety całkowicie jest przyćmiony przez "śmieszkowatość". Mamy Willa i Elizabeth, którzy są jeszcze bardziej kiczowaci. Mamy totalne nagromadzenie wątków, z których niewielki procent jest ciekawy. Nie są to złe filmy, ale nie dorównują poziomem jedynce.



O części czwartej "Na nieznanych wodach" można powiedzieć tylko jedno- jest kiepska. Fabuła nie porywa, nowe postaci nudzą, stare są spoko, jak zwykle. Jack mimo, że wciąż jest klaunem to widać w nim znowu pewien spryt jaki prezentował w części pierwszej. Nie nienawidzę tego filmu tak, jak niektórzy, ale niestety nie mogę powiedzieć, żeby był dobry.


I tak przechodzimy do części piątej "Zemsta Salazara" i nie będę owijał w bawełnę- jest to najgorsza część serii! Po tym, jak Jack odzyskał trochę intelektu w czwórce tak tutaj stracił nie tylko wspomniany intelekt, ale też charakter, spryt, godność i przede wszystkim zaangażowanie Johnnego Deppa w rolę. Człowiek, który wykreował postać Sparrowa po pięciu filmach w końcu ją zabił (metaforycznie oczywiście, nie robiłbym takiego spoilera)! I nie była to śmierć w stylu Rolanda, a raczej coś jak przewrócenie się po pijaku o kolegę i uderzenie głową w kant stołu. Pirat, który kiedyś bawił i był wzorem tutaj jest maskotką dla dzieci. Jeśli przyjrzeć się zachowaniu Deppa na planie, można dojść do prostego wniosku- ma on gdzieś ten film! Widać to w każdym momencie kiedy pojawia się na ekranie. Tak znudzonego swoją rolą aktora nie widziałem jeszcze nigdzie! Jeszcze dwa dni temu jakbym usłyszał, że Jack Sparrow może być najsłabszym elementem filmu o Piratach z Karaibów, puknął bym się w czoło i zaśmiał. Teraz wiem, że to możliwe. Ale czego się spodziewać kiedy aktor bardziej niż graniem zajmuję się kłóceniem z rozwodzącą się żoną i upijaniem się.





Jeśli chodzi o fabułę to mamy tutaj kalkę z "Klątwy Czarnej Perły". Jest sobie przeklęty zły pirat, który nie lubi Jacka. Jack wypływa razem z młodymi bohaterami i musi zdobyć morski artefakt aby pokonać swojego przeciwnika. Wątki starych bohaterów są potraktowane bardzo po macoszemu, a ci nowi są na tyle nieciekawi, że nas ich los nie interesuje. Główny villain kapitan Salazar (grany przez Javiera Bardema) jest to granic możliwości przerysowany przez co nie wzbudza żadnej grozy, ani nawet współczucia bowiem status dobro-zło jest tutaj czarno-biały, jak nigdy. Ciekawym elementem serii było to, że poprzedni przeciwnicy wzbudzali współczucie. Były to postaci poniekąd tragiczne choć złe. Tutaj to nie działa, Javier Bardem wydaje się być niemal tak niezainteresowany co Johnny Depp. W rolę Henry'ego Turnera wciela Brenton Thwaites i sprawuję się "dobrze" bo jego postać jest jeszcze bardziej drewniana niż ojciec. Za to jego obiekt westchnień czyli Carina (grana przez Kaye Scodelario) jest kolejną sztampową postacią, zagraną nawet nieźle, ale napisaną fatalnie. Odgrywa ona dosyć istotną rolę, większą niż można się było spodziewać, ale jej wątek to kompilacja klisz i schematów. Jedyna postać, która nie traci uroku to Barbossa. Geoffrey Rush w przeciwieństwie do Deppa to profesjonalista. Nawet, jak mu się nie chcę (a jestem przekonany, że tak było) to tego nie okazuje. Jego wątki mimo, że niezgrabne są tak naprawdę i tak najlepszymi w filmie. Wielkie brawa dla Rusha za nie poddanie się kiepskości filmu.





Jeśli zaś chodzi o nasz duet reżyserów (Joachim Rønning, Espen Sandberg) to dawno nie widziałem takiej fuszerki w hollywoodzkim dziele. Żadna scena nie była na tyle podbudowana albo skonstruowana aby wpłynąć na widza i jego emocje! Myślę, że słabość scenariusza i reżyserii obrazuję scena przybycia Barbossy do wiedźmy. Trwa ona 30 sekund składa się z samej ekspozycji i popychaczy fabularnych i jest zmontowana tak szybko jakby twórcy chcieli mieć już ją z głowy i móc wprowadzić więcej gagów z Jackiem.




Podsumowując... "Piraci z Karaibów" się już skończyli. Niestety, ale wątpię aby po bałaganie jaki wprowadziły dwie najnowsze części udało się to jeszcze poskładać to kupy, "Zemsta Salazara" nie sprawdza się jako film ani dla szerokiej publiki bo za głupia, ani jako film dla fanów bo gwałci Jacka Sparrowa. Film może spodobać się dzieciom bo jest dużo "dziecięcego humoru" czyli głównie śmieszkowania z ulubionym klaunem Jackiem. Absurd jaki jest nam podany w finale może obrzydzić każdego! Ale jednak najgorsze w tym wszystkim jest to co uczyniono z postacią kapitana Jacka Sparrowa. Pirat, którego przygody kiedyś angażowały i bawiły dziś tylko żenują. Jack Sparrow odszedł na zawsze, a razem z nim wszyscy Piraci z Karaibów.



Ocena: 4/10



2 komentarze:

  1. Własnie wrocilam z kina i zgadzam sie z każdym twoim zdaniem. Jedynym momentem, gdzie Jack przejawil jakikolwiek procent inteligencji czy sprytu, była retrospekcja w ktorej byl ukazany poscig Salazara za Jackiem, a i ta scena specjalnie mnie nie urzekła. Jestem szczerze zawiedziona.

    OdpowiedzUsuń