niedziela, 1 października 2017

"The Square" recenzja #2

"Ten kwadrat jest azylem zaufania i troski. W jego obrębie wszyscy mamy równe prawa i obowiązki."






"The Square" to szwedzki film w reżyserii Rubena Östlunda (znanego między innymi z filmu
"Turysta" z 2011 r.). Opowiada on o rozwiedzionym dyrektorze muzeum sztuki nowoczesnej, Christianie, stającym przed wyzwaniem zainstalowania najnowszej instalacji artystycznej o nazwie "The Square". Następne wydarzenia, przez które przechodzi główny bohater, wpływają na jego światopogląd, a zarazem otwierają nam trochę oczy. Zyskujemy dzięki nim ciekawą perspektywę na np. społeczeństwo, złoty środek między sztuką, a komercją, arogancje wyższych sfer oraz inne problemy współczesnego świata. Film otwiera scena wywiadu z Christianem prowadzonego przez amerykańską dziennikarkę. Składa się on (wywiad nie Christian) na dobrą sprawę z dwóch pytań. Pierwsze zbyt błahe, jak na adresata, drugie zbyt poważne na kilkuminutową pogadankę. Już tutaj otrzymujemy sporą dawkę zakłopotania, wstydu i braku możliwości komunikacji mimo szczerych chęci. Ta jedna scena jest trochę, jak zapowiedź całego filmu. 


Christian na początku filmu zostaje okradziony z telefonu i portfela, które udaje mu się namierzyć, ale zamiast stanąć przed złodziejem twarzą w twarz, boi się. Postanawia do każdego mieszkania w bloku wrzucić liścik zaadresowany do złodzieja. Christiana nie obchodzą możliwe konsekwencje swojego działania. I to właśnie ten jeden moment niesie za sobą lawinę wydarzeń, które wpłyną na życie głównego bohatera. Cały wątek wynikający bezpośrednio z tego momentu to satyra na wyższą klasę, ich samouwielbienie i arogancje. I choć w trakcie filmu inne przesłania będą się przewijać na pierwszy plan, to w epilogu właśnie to jedno wydaje się być najbardziej dosadne.




Jeśli chodzi o narracje to jest ona powolna, zbudowana z kilku wątków, które się wzajemnie przewijają, a każdy z nich niesie swoje przesłanie. Osobiście choć film bardzo mi przypadł do gustu to ciężko nie odczuć momentami dłużyzn. Jest to chyba jedyna większa wada tego dzieła, o której warto wspomnieć. Co ciekawe, nie wszystkie wątki zostają domknięte w epilogu, a zostają porzucone w międzyczasie. 



Tytułowy kwadrat to ostoja tolerancji i równości. W nim nie można odmówić pomocy nikomu niezależnie od problemu. I choć brzmi to ambitnie to jest to tylko utopijna wizja. Cała wspomniana instalacja to metafora systemu (państwa, społeczności), nastawionego przyjaźnie, opiekuńczo, ale w którym zabrakło... człowieka? Przez prawie cały czas kiedy widzimy kwadrat pozostaje on pusty. Bo przecież niezależnie od ambicji w każdym systemie podstawą musi pozostać właśnie ten człowiek bez, którego nic nie ma prawa działać. To tak jakby zbudować komputer, ale zapomnieć o użytkowniku. Oprócz kwadratu przewijaja się tutaj też wiele innych motywów, jak np. żebracy (podchodzi pod przemyślenia na temat klasy wyższej), dzieci głównego bohatera (zamknięcie się na rodzinę i bliskich, samolubność bohatera) czy dwójka speców od marketingu, która za wszelką cenę stara się w hitowy sposób zareklamować wystawę "The Square", nie dbając o wydźwięk tylko o echo. 


Aktorsko całość stoi na przyzwoitym poziomie. Rolę główną odegrał Claes Bang, który bardzo przekonująco i naturalnie zagrał postać Christiana. Na drugim planie możemy ujrzeć Elizabeth Moss, Dominica Westa czy Terry'ego Notary (aktor motion-capture w najnowszym Kongu), który brawurowo wcielił się w postać Olega- człowieka-małpy, świetnie oddając wszelkie dzikie zachowania.


Osobiście za najbardziej wymowny moment filmu uważam scenę performancu. Uczta zostaje przerwana, światła gasną, a z głośnika płynie głos "Witaj w dżungli. niebawem spotkasz się z dzikim zwierzęciem. Jak wiadomo instynkt łowiecki uruchamia się na widok słabości. Jeśli pokażesz emocje, zwierzę to wyczuje". Do sali bankietowej wchodzi pół- nagi człowiek z przyczepionymi protezami do rąk i wydaje z siebie dźwięki dzikiego zwierza. Początkową reakcją bogatych, niewiele rozumiejących sponsorów i kolekcjonerów, jest śmiech. Człowiek- małpa coraz bardziej rozbawia widownie. Z czasem jednak śmiechy milkną. Zwierzyna harcuje pomiędzy stołami i co raz bardziej nachalnie zaczyna "atakować" publiczność.  Ludzie siedzą w bezruchu, milcząc, nie chcąc okazać jakichkolwiek emocji, aby nie stać się ofiarą. W pewnym momencie łowca podchodzi do młodej kobiety (jej partner ucieka) i zaczyna okazywać jej zainteresowanie. Jednak w pewnym momencie rzuca się na nią i próbuje zgwałcić. Dlaczego? Przez chwilę na twarzy kobiety było namalowane coś więcej niż zimna, defensywna maska. Dosadne prawda? I dopiero w momencie kiedy Oleg (artysta udający małpę) rzuca się na tą kobietę, reszta publiki, jak jeden organizm zwala się na niego, bije i kopie. Dlaczego nikt nie powstrzymał go wcześniej? Dlaczego masa ruszyła, jak już krzywda się zaczęła dziać? Ponieważ lepiej było siedzieć w stadzie z kamienną twarzą. 


Pomówmy o realizacji ponieważ jest o czym. Fredrik Wenzel- operator kamery, za pomocą momentami niedbałych, a momentami bardzo zjawiskowych kadrów stworzył małą perełkę operatorki. Naprawdę z klasą potrafił w ciekawy sposób oddać różnorodne sytuacje z życia nie popadając przy tym w banał.


Podsumowując "The Square" to dzieło, które nosi ze sobą cały worek wszelakich mądrości i przemyśleń, i co chwilę przystaje i nimi żongluje. Mimo dłużyzn narracyjnych jest to niewątpliwie film świetnie wykonany, będący spójnym, jednolitymi tworem bardzo zdecydowanego artystycznie reżysera konsekwentnie wypełniającego swoje założenia. Razem ze świetnymi zdjęciami, ciekawą oprawą muzyczną oraz specyficznym klimatem świeci nam przed oczami mała perełka kinowych premier września. Perełka, po którą warto zanurkować.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz