sobota, 25 listopada 2017

,,Liga Sprawiedliwości" recenzja #6

                                            "Liga Sprawiedliwości" Recenzja #4

 ,,Nareszcie zjednoczeni" 




Musieliśmy czekać 12 lat. 12 lat różnorakich X-manów, Avengersów, Defendersów, Watchmanów i innych superbohaterskich drużyn. I w końcu, po dwunastu latach czekania, w końcu się udało - 12 lat oczekiwań...na kiepski blockbuster, z miernymi efektami specjalnymi i historią, jaką widziałem miliard razy.

Dobra, tak szczerze, to 12 lat czekania to trochę dużo powiedziane - powiedzmy, że głęboko w środku miałem nadzieję, że takowy film powstanie. No i powstał. W końcu w ramach DCEU można było zobaczyć całą drużynę, w pełnej krasie. Czy jednak odnosząc się do akapitu wyżej, czekanie się opłaciło?


,,Wonder Woman wypada równie dobrze co w swoim solowym filmie"



No dobrze, ale czy tym wszystkim rolą podołali wybrani aktorzy?....Tak, podołali. Gal Gadot to Wonder Woman. Henry Cavill to prawdziwy Superman. Jason Mamoa jest naprawdę porządnym Aquamanem (na początku swej drogi ale jednak) co mnie cieszy, bo po pierwsze - Khal Drogo nie jest wcale wybitnym aktorem, a po drugie bałem się, że jego jedyną rolą w filmie będzie rzucanie kozackich tekstów (MY MAN!!!) na prawo i lewo. Ale wypada całkiem nieźle. Jak na Mamoe.
Jak już wspomniałem, dobrze też wypadają Ezra Miller i Rey Fisher jako Flash i Cyborg, jest nawet trochę chemii między nimi. Wszystko ładnie, ale potencjał został zmarnowany.
Wprawdzie jak cofniecie się lekko do góry, to zobaczycie, że napisane jest o tym, że nowi bohaterowie wypadają w porządku. Tak, to prawda. Ale uczynienie postaci sympatyczną dla widza to jedno, a czy postać jest dobrze napisana - to inna sprawa. Do samego Victora Stona się nie przyczepiam, ale muszę niestety skrytykować tu dobór charakterów dla Arthura Currego i Barrego Allena. Czy raczej, ech, brak tych charakterów. Oboje w zasadzie opierają się na non stop tych samych rzeczach - Flash jest śmiesznym licealistą, którego rola (poza bieganiem oczywiście) opiera się na byciu niezręcznym, rzucaniu nieśmiesznych żartów i nerdowskich aluzji. Normalnie bym się o to nie obraził, bo właśnie w ten sposób wyobrażam sobie jak mógłby wyglądać Flash na początku swojej drogi bohatera, ale jednak istnieje różnica między śmiesznością a żenadą. Aczkolwiek Ezrze wybaczę wszystko.


,,A Aquaman...no właśnie, Aquaman..."


A Aquaman...no właśnie, Aquaman. Jest porządnie zagrany, ale nie wiemy o nim prawie nic. I to kolejna rzecz związana z wycinkami, bo ponoć w wersji reżyserskiej scen z jego udziałem było więcej, no ale oceniam to co mam teraz. Wiem, że za rok dostanie własny film, ale jakoś tak teraz ochota na niego mi osłabła. Cóż.Nie sprawdza się również Batman, czy raczej Batfleck. Tutejsza wizja wymagała wielu zmian, zwłaszcza po tym mordującym ludzi i cierpiącym na halucynacje Punisherze z BvS, ale została przegięta w drugą stronę. Co jak co, ale rzucający dowcipasy i ruszający się jak ociężały kloc Batman nijak się ma do dynamicznej reszty drużyny. A sam Affleck...nie odnoszę się do tego, że to sceny dokręcone rozpoznaje się dzięki jego wyglądowi, ale i tak mam wrażenie, że on już tego nie czuje, albo nie chcę (też bym nie chciał po 2 katastrofalnych filmach i 3 co najwyżej średnim) mu się już starać. A dobrze wiemy, że jeśli aktor traci chęci, to postać tym bardziej nie wypadnie dobrze. Zdecydowanie nie czułem, żeby Batman był tym mrocznym i bezwzględnym, ale też heroicznym człowiekiem który ma zgromadzić i poprowadzić drużynę. Ostatni płomień zgasł - ofiara Snyderowych kłamstw.A zostawiając już Afflecka - główny przeciwnik jest kiepski. Też nie przesadzajmy, że tak zły, że nie da się go oglądać i modli się o jak najszybsze usunięcie go z ekranu. Ale nie jest na pewno dobry. To kolejny, tandetny przeciwnik w CGI, kreujący się na niepowstrzymanego, ale bez żadnego charakteru czy motywacji. A jego plan? Zniszczyć ziemię, a jakże! Ale żeby spieprzyć tak prosty koncept, to trochę kicha, zważywszy, że postać Steppenwolfa to w zasadzie samograj i świetnie było by przedstawić go nie wiem, dobrze? Ale czego oczekuję od kogoś, kto wygląda jak Prerender z Diablo a jego jedynym celem w życiu jest uderzanie toporem w ziemię z wyskoku?
Szczególnie, że to uderzenia wygląda nie za dobrze?
Same sceny akcji wypadają okej, chociaż bez rewelacji. Dają frajdę i pokazują fajne momenty bohaterów. O to chodziło. Ale z pewnością wyglądały by lepiej, gdyby ktoś zadbał o porządny montaż (klasyczne błędy, wstyd) czy ładne ujęcia. To znaczy, nie wiem jak te zdjęcia wyglądały, bo każde ujęcie jest tak odpicowane i ,,ufiltrowane", że nie wiem co jest zasługą operatora, a co speców od obróbki video. Ciężko mi się po prostu cieszyć z tego, że zdjęto wszystkie niebiesko-szaro-brunatne filtry z poprzedniego filmu, skoro teraz wszystko jest dla odmiany czerwone! Widzę jednak chociażby wyciąganie wniosków - w końcu w filmie pojawiają się jakieś ujęcia ustanawiające (ciekawskich zapraszam do Wikipedii).


,,To nie jest już ten monumentalny posąg jaki wykreował Snyder"


Mam pewne podejrzenia (nawet potwierdzone przez samych twórców ;) ), czemu to tak wszystko wypadło - dlaczego niektórzy bohaterowie to zbiór stereotypów, dlaczego efekty są takie a nie inne, dlaczego Batman nie jest Batmanem, co się stało z głównym złym i tym podobne. Wspomnę jeszcze o tym.Ale, to tyle? Ktoś spodziewał się, że zmieszam ten film z błotem? No, na pewno nie ja, bo nie nastawiłem się na nic dobrego, ani też na nic złego - nie miałem więc wygórowanych oczekiwań, czy przygnębiającej krytyki. W sumie cieszę się, że tak właśnie zrobiłem.Liga Sprawiedliwości nie jest bowiem dobrym filmem, chociaż bardzo doceniam to, że aspiruje do tego miana. Ale jest samoświadoma.Zrobiła w sumie to, czego oczekiwałem - bez większych ambicji zjednoczyła Ligę razem. To mi wystarcza.


,,dobrze wiemy, że jeśli aktor traci chęci, to postać tym bardziej nie wypadnie dobrze"






Znaczy, jeżeli oczekiwaliście, że zobaczycie ogromne, spektakularne dzieło z garścią akcji i świetną, trzymającą w napięciu historią która rzuci was na kolana, to trafiliście jak kulą w płot. Ale po kolei...


 ,,Do samego Victora Stona się nie przyczepiam''



Ja z grubsza wiedziałem na jaki film idę - żaden z trailerów nie zapowiadał arcydzieła czy ambitnego filmu (na który tytuł miały wcześniejsze filmy DC). Po prostu rozsiadłem się na fotelu, bez żadnych oczekiwań. I wiecie, siedziałem, oglądałem i oglądałem i sobie dużo myślałem nad tym co widzę - że w zasadzie, to scenariusz mimo prostoty nie jest obraźliwy dla widza, ale z drugiej strony posiada całą masę błędów logicznych i skrótów. Zacząłem od tego, ponieważ fabuła w takim filmie jest jedną z wielu rzeczy, która może nie trzymać się kupy. Tutaj śpieszę z dobrą nowiną - fabuła nie jest tak pompatyczna czy pretensjonalna jak w poprzednim filmie ,,Snyderowskiej Trylogii" (no nie łudźmy się, te Man of Steel i BvS to wstęp do Ligi...), ale też nie jest tak głupia, że można się łapać za głowę. Dużo bardziej przeszkadzały mi wszystkie te skróty fabularne, których jest tu pełno - nie wiem, czy film był za długi, czy surowy materiał był w tak fatalnym stanie, ale doskonale widać, że coś się tu nie łączy ze sobą, czegoś zabrakło. Z drugiej strony, i tak szanuję odpowiedzialnych za ten film ludzi, że w dwie godziny udało im się ładnie wszystko sklecić, a do tego jeszcze przedstawić parę nowych postaci.


,,Ezrze wybaczę wszystko''



Tego bałem się najbardziej - że w pewnym momencie ktoś przeszarżuje z danym wątkiem, przez co inne zostaną pozostawione samym sobie i trafią do pudła wątków oczekujących na solowy film - niemal każda postać ma swój czas ekranowy i swoje momenty. A było to ważne, bo tutaj nie mówimy o jakiś nieznaczących istotach - tym razem to cholerna Liga Sprawiedliwości, z postaciami które rozwijały się mężnie od połowy poprzedniego wieku i dopiero teraz mogły trafić na ekran w takim a nie innym stanie. Można było zwyczajnie odwalić schemat, pokazać byle co i skupić się na samym pojęciu ,,Ligi", zamiast na pojedynczych postaciach, ale cóż, to akurat im się udało, chociaż nie są to idealne odzwierciedlenia tych postaci - nowi bohaterowie, jak Cyborg, Flash czy Aquaman ledwie czerpią z komiksowego oryginału, ale czerpią te najważniejsze i dobre rzeczy. Wszyscy jakoś się wyróżniają, czy to umiejętnościami czy zachowaniem. Ba, Flash i Cyborg dostają nawet własne backstory, co nawet cieszy. Chemia między wszystkimi jest całkiem niezła - lubię oglądać te drużynę razem, to jak współpracuję, jak się ścierają ze sobą czy walczą.


Powraca również stara gwardia: Wonder Woman wypada równie dobrze co w swoim solowym filmie. Czyli jest silna, inspirująca, śliczna i odważna. Ciekawi mnie to, że postanowiono i tak dać jej więcej czasu na ekranie niż innym bohaterom, chociaż ona miała już okazję pokazać się w serii dwa razy, z tym że czas jest dobrze spożytkowany, zgłębiamy bowiem jej motywacje i charakter nawet oglądając ją w marnych scenach akcji. W sumie to chyba najsympatyczniejsza postać w filmie i myślę, że gdyby nie ona, to bohaterowie ligi pozabijali by się wzajemnie (oczywiście w przenośni, bo o relacjach jeszcze wspomnę).

Superman jest Supermanem! W końcu po takim czasie mam okazję zobaczyć go takiego jakim jest, a raczej powinien być. To, że nie pojawia się na długo nie psuje wcale uciechy z oglądania. To nie jest już ten monumentalny posąg jaki wykreował Snyder - to bohater niosący nadzieję, i tyle mi wystarczy.


 

,,Maciek Maj"

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz