poniedziałek, 20 listopada 2017

"Najlepszy" recenzja #5

Z polskim kinem rozrywkowym... nie jest dobrze. To niestety fakt, z którym nijak się kłócić bo z jednej strony mamy armię polskich komedii romantycznych z białym plakatem i Karolakiem w obsadzie, a z drugiej polski kingpin kina dla mas czyli Patryk Vega, który regularnie wrzuca do kin swoją niskich lotów, ale zarabiającą twórczość. I właśnie dlatego nowy film Łukasza Palkowskiego jest, jak pojedyncza gwiazda na zimowym, krakowskim niebie, przebijająca się swoim blaskiem przez grube warstwy smogu. Po tym wstępie możecie założyć, że film "Najlepszy" mi się spodobał. To prawda. Pytanie tylko... jak bardzo?

Biografia Jurka Górskiego to bardzo "hollywoodzka" historia. Ćpun, który traci właściwie wszystko co ma, ale odkuwa się, osiąga wielki sukces i rozpoczyna nowe lepsze życie. Nie jest to szczególnie odkrywcza i niespodziewana fabuła, wręcz przeciwnie. Każdy element jest na swoim, oczekiwanym przez widza miejscu. Dlaczego zatem mimo szablonowości ten film działa? Otóż reżyserowi udało się w dosyć długim pierwszym akcie solidnie zbudować postać głównego bohatera. Poprzez długie wprowadzenie, szczegółowo ukazujące dramat i porażki Jurka, pod koniec bardziej odczuwamy słodycz jego sukcesu. Jest w kinie rozrywkowym niepisana zasada, że absolutną podstawą jest zbudowanie postaci, razem z którymi będziemy mogli przeżyć ten film. Bohaterowie to główny bodziec uruchamiający nasze emocje. Dlatego między innymi DCEU nie potrafi dorównać Marvelowi, który nawet jeśli nie oferuje nic ciekawego to i tak przykuwa uwagę postaciami, które świat zdążył polubić (najlepszy przykład- sequele Iron Mana). Łukasz Palkowski przywiązał wagę do tej zasady i poświęcił masę czasu na "character building". Oprócz Jurka Górskiego mamy tu też dosyć szeroki drugi plan, na który składają się wyraziste charaktery. Bardzo pomaga tutaj wyśmienicie dobrana obsada. Na pierwszym planie bryluje Jakub Gierszał, który totalnie rehabilituje się za całą armię kiepskich filmów,  w jakich zwykł występować. Bezapelacyjna rola życia. Obok niego na ekranie mamy okazję zobaczyć świetnego Arkadiusza Jakubika, naprawdę dobrego Tomasza Kota i pojawiającego się właściwie na potrzeby jednej sceny Janusza Gajosa, który mimo, że ma tutaj zapewne jakieś pięć minut... to jest to pięć minut świetnego aktorstwa. Jak już mówiłem aktorzy są dobrani, bez wyjątku świetnie, a to się ceni.


Narracja. Mamy tutaj klasyczny trójpodział aktów z tym, że początek i rozwinięcie są tutaj wyraźnie dłuższe od stosunkowo krótkiego zakończenia. Nie żebym siedział w kinie z zegarkiem, ale takie miałem mimo wszystko odczucie. Nie stanowi to jednak żadnej wartości ujemnej dla filmu ponieważ zakończenie mimo, że szybkie jest w trafne i nie czuć niedosytu. Do czego jednak można się przyczepić to sceny psychodeliczne. Z czasem demony prześladujące głównego bohatera osiągają poziom subtelności równy lodówce z "Requiem dla snu". Po prostu czasami lepiej pokazać mniej niż więcej, zwłaszcza jak się to zaczyna robić w dosyć cringe'owy sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące i wypełnione emocjami. 


Od strony realizacyjnej film stoi na bardzo wysokim poziomie, jak na to co oferuje nasze polskie kino. Zdjęcia raczej się trzymają poprawnej i estetycznie zadowalającej formy, ale nic ponad to.  Mamy też okazje zaobserwować, co się rzadko zdarza w polskich filmach- efekty specjalne, które ponownie, stoją na bardzo optymalnym poziomie. Za to to na co warto zwrócić uwagę to soundtrack. Playlista składa się z kilku naprawdę świetnych utworów z "Born to be wild" grupy Steppenwolf na czele. Naprawdę od strony realizacyjnej nie da się nic zarzucić. I pomyśleć, że jeszcze sześć lat temu Łukasz Palkowski stworzył syf z samego dna polskiej kinematografii-"Wojna żeńsko-męska".


Podsumowując "Najlepszy" stoi na wysokim poziomie i udowadnia, że w Polsce da się zrobić dobre kino rozrywkowe w hollywoodzkim stylu. Brawa dla Łukasza Palkowskiego, który po "Bogach" i "Najlepszym" udowadnia, że jest naprawdę obiecującym i zdolnym twórcą, na którego filmy naprawdę warto czekać bo są gwarancją jakości. Prawdopodobnie jedynym polskim reżyserem, na którego nowe dzieło czekam bardziej jest Jan P. Matuszyński- twórca "Ostatniej rodziny". Na sam koniec chciałem wspomnieć, że świat byłby teraz piękniejszym miejscem gdyby najbardziej zarabiającym filmem w Polsce w tym roku był "Najlepszy", a nie "Botoks" czy "Listy do M 3". Ale na takie czasy przyjdzie nam jeszcze niestety poczekać...


Ocena: 7/10

2 komentarze: