wtorek, 21 listopada 2017

„Psychoza”- analiza zwiastuna

Dzisiaj prawie każdy zna film „Psychoza”. Choć w 1960 r. nie cieszyło się wieloma nagrodami, to i tak dzieło to zapisało się jako klasyk na kartach historii kinematografii oraz, jako jeden z lepszych filmów Alfreda Hitchcocka. Mało kto jednak wie, że niewiele brakowało, a świat nigdy nie ujrzałby „Psychozy”. Podczas produkcji zabrakło pieniędzy, większość współpracowników Hitchcocka go opuściło i znaczną część filmu musiał on finansować z własnej kieszeni. Kiedy już zatem udało mu się nakręcić i zmontować film, wydawać by się mogło, że będzie chciał, w marketingu nadać mu bardziej epickiego wydźwięku tak, jak robi większość zwiastunów, przez co mogłoby to poskutkować większą oglądalnością dla filmu, który powstawał w wielkich bólach. Lecz mimo tego faktu Hitchcock wpadł na inny, odważniejszy pomysł…





Czym właściwie powinien być dobry zwiastun? Zbitkiem najlepszych momentów z filmu? Jedną wielką eksplozją w tle? Kolejną kalką trailera „Incepcji”? Nie. Dobry zwiastun powinien być doświadczeniem, przez które nie będziemy potrafili sobie odpuścić obejrzenia całego filmu. Zwiastun powinien nas wciągnąć i zaintrygować, a przy tym pokazać na tyle niewiele aby zostało poczucie niedosytu. I właśnie to poczucie prowadzi zaintrygowanych ludzi do kin. Co za tym postanowił zrobić Hitchcock? Otóż brytyjski reżyser postanowił zrobić wszystko nie tak, jak powinno być, a już na pewno nie tak, jak mógłby się tego ktokolwiek spodziewać…

Na początku możemy myśleć, że to naprawdę kiepski zwiastun, bardziej odpychający niż kuszący. Otóż reżyser we własnej osobie, pojawia się w miejscu gdzie się dzieje akcja i opowiada nam- widzom o tym, że kręci film o morderstwie. Powoli oprowadza nas, jak przewodnik po całym planie (motel i stary dom) i swoim monotonnym głosem wyjaśnia gdzie i, jak się dzieją kluczowe dla fabuły wydarzenia oraz zwraca uwagę na szczególne miejsca. Raz nawet przystaje obok obrazu wywieszonego na ścianie i tłumaczy, że ten obraz jest niezwykle ważny dla odbioru filmu. Cały zwiastun ma sześć minut i ani przez chwilę się nie zmienia. Hitchcock prosto do kamery opowiada nam o swoim dziele. I z czasem, w całym jego monologu zaczynamy dostrzegać pewne dziwne elementy. Reżyser bardzo szczegółowo opisuje brutalność i wszelkie zwyrodnienia, ale za każdym razem kiedy przychodzi mu mówić o motywie, przerywa i po chwili ciszy niezręcznie zmienia temat. Przykładowo, kiedy zwraca uwagę na wspomniany wcześniej obraz to nawet zaczyna tłumaczyć, dlaczego jest on taki ważny, ale po chwili przestaje. Mimo łatwości w mówieniu o tych wszystkich brutalnych czynach nie potrafi nawet spróbować wytłumaczyć motywu. Za każdym razem na jego twarzy widać wtedy uczucia zażenowania, zdegustowania i zmieszania. I z czasem te uczucia przenoszą się na widzów, którzy się łapią na tym, że właściwie same morderstwa i brutalne czyny ich nie ciekawią, a właśnie motyw najbardziej przykuwa naszą uwagę. Mimo nudnej formy zwiastun coraz bardziej nas zachęca. Chcemy zobaczyć co za dziwna intryga za tym wszystkim stoi. Tymczasem Hitchcock, jakby nigdy nic oprowadza nas po domu i jest w tym bardzo… naturalny. Raz nawet wchodzi niechcący do łazienki i od razu wychodzi zmieszany swoją pomyłką. Zupełnie jakby sobie z nas żartował. Jednakże moim ulubionym fragmentem jest moment kiedy otwiera on szafę, sprawdza co jest w środku i z bardzo zmieszanym spojrzeniem patrzy w kamerę, zamyka szafę i idzie dalej bez komentarza. Nie wiemy czy w środku były niepoukładane ubrania czy może rozkładające się zwłoki. W każdym przypadku jego reakcja mogłaby być podobna, bo w trakcie trwania zwiastuna powoli zaczynamy wątpić czy z Hitchcockiem, a raczej postacią przez niego wykreowaną na potrzebę trailera, jest wszystko w porządku. Reżyser jąka się, unika wielu zaczętych tematów, przez co kreuje atmosferę tajemnicy. Tajemnicy, która stopniowo zmusza nas do obejrzenia całego filmu. Co też jest dosyć nieoczywiste, zwiastun jest wypełniony wszelkiego rodzaju humorem, który głównie płynie z intrygującej, dosyć nieporadnej i zabawnej postaci, którą odgrywa Hitchcock. Trailer kończy się w momencie kiedy reżyser wchodzi łazienki w motelu (w tej łazience miało miejsce pierwsze morderstwo), spokojnie tłumaczy co tu się wydarzyło, kiedy nagle przerywa i zagląda pod prysznic. A tam zamordowana w filmie postać grana przez Janet Leigh wydaje prosto do kamery swój słynny okrzyk, a w tle słychać legendarny motyw muzyczny. W tym momencie na ekranie pojawia się tytuł i zwiastun się kończy. I właśnie te ostatnie sekundy to jedyny moment całego trailera, kiedy faktycznie wygląda on, jak… trailer.

I w ten właśnie sposób Hitchcock sprytnie zdobył nasze zainteresowanie. Zdobył je zwiastunem, który pozornie robiąc wszystko źle… robi wszystko dobrze. A nawet bardzo dobrze. Dzisiaj „Psychoza” to arcydzieło gatunku thriller, które wywarło ogromny wpływ na kinematografię i popkulturę. Do dzisiaj ludzie wracają do tego filmu i ponownie delektują się wykreowaną atmosferą niepokoju i grozy. I co się nie zawsze się zdarza- świetnemu i niekonwencjonalnemu filmowi przypadł równie świetny i niewątpliwie niekonwencjonalny zwiastun. Brawa dla mistrza!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz