czwartek, 16 listopada 2017

Ranking #3- Filmy Woody'ego Allena

Jeśli czytaliście, któryś z moich miesięczników to doskonale wiecie, że ubóstwiam Woody'ego Allena. Oglądałem ponad dwadzieścia dzieł tego reżysera i zdecydowana większość należy do szerokiego grona moich ulubionych filmów. I choć wielu zarzuca Allenowi monotematyczność to są to w większości ludzie, którzy widzieli trzy filmy Allena i myślą, że cokolwiek wiedzą. Prawda jest jednak taka, że Woody Allen mimo powtarzania często różnych motywów, jest twórcą, który od 47 lat, rok w rok, robi film za filmem. I jeśli się im przyjrzeć to można dostrzec, że są one niezwykle różnorodne. Od slapstickowych komedii, jak "Bierz forsę i w nogi", przez inteligentne komedie romantyczne, jak "Annie Hall" po inspirowane Dostojewskim dramaty, jak "Zbrodnie i wykroczenia". Nie brakuje też niezwykłej zabawy formą, czego przykładem może być "Zelig" bądź "Wspomnienia z gwiezdnego pyłu". Ponadto zbliża się premiera następnego filmu Allena "Wonder Wheel"dlatego też dziś postanowiłem wybrać pięć, moim zdaniem, najlepszych filmów nowojorskiego reżysera i krótko na temat każdego z nich się wypowiedzieć. Zastanawiałem się nad wyborem bardzo długo i okrutnie bolało mnie serduszko przy odrzucaniu całej masy znakomitych produkcji. Ale cóż... taka dola. Bez przedłużania- zaczynajmy!



Miejsce 5: "Manhattan" 1979 r.


Prawdopodobnie najpiękniejsze od strony wizualnej dzieło Allena. Od fenomenalnej sceny otwierającej, ukazującej Nowy Jork, w rytm muzyki George'a Gerschwina po sam koniec, film zachwyca operatorką. Pomysł zrealizowania go w czerni i bieli był strzałem w dziesiątkę. A forma to tylko dodatek dla świetnej treści. Allen, jako mistrz dialogu sprawnie oddaje treść posługując się wieloma nawiązaniami do kultury i sztuki. Na ekranie bryluje, jak zwykle doskonały duet Allen- Keaton, który można oglądać w nieskończoność. Wszystko doprawione szczyptą sarkastycznego humoru i wychodzi nam danie, które w menu Allena zajmuję piąte miejsce. Ostrzeżenie: po filmie będziecie mieli rażącą potrzebę ciągłego słuchania George'a Gerschwina. Spokojnie to kiedyś przejdzie. A póki jest... należy się tym cieszyć.

Miejsce 4: "Zbrodnie i wykroczenia" 1989 r.


Allenowska wariacja na temat "Zbrodni i kary" Dostojewskiego. W filmie mamy dwa równoważne wątki główne. Zestawione razem kontrastują ze sobą, a splecione zostają dopiero w finale, przez co przez jakiś czas czujemy się, jakbyśmy oglądali dwa różne filmy. Dwa naprawdę dobre filmy, ale dopiero, jak je złączymy razem otrzymujemy... majstersztyk. Choć jeden wątek nie ma wielkiego wpływu na drugi pod względem wydarzeń, to jeśli chodzi o treść to doskonale się uzupełniają. Motyw zbrodni i kary się jeszcze pojawi w filmach Allena dwa razy, w "Wszystko gra" i "Śnie Kasandry", ale według mnie to właśnie "Zbrodnie i wykroczenia" są najdoskonalszym z tych filmów. Allen zadaje pytania natury moralnej, a my odpowiadamy. Układ idealny.

Miejsce 3: "Zelig" 1983 r.


Moja przygoda z Allenem właściwie zaczęła się od tego filmu. Pamiętam, jak zasiadłem w fotelu przed ekranem, nie wiedząc czego się spodziewać, i jak szybko udało mi się przekonać, że widzę coś wyjątkowego. Sam punkt wyjściowy- historia człowieka, który zmienia się w zależności od otoczenia, w konwencji paradokumentu- mistrzostwo! A to wszystko jest tylko metafora, będąca bodźcem dla rozmyśleń na temat osobowości- jak łatwo ją zatracić w zależności od otoczenia. A do tego wszystkiego humor, który jest zabójczy! Postać głównego bohatera jest tak dobrze skonstruowana, że to istny samograj dla wszelkiego rodzaju żartów sytuacyjnych czy oczywiście słownych. I co ważne, film ani razu nie złamał zasad paradokumentu. Gdyby nie fakt, że mamy tu do czynienia z nierealistycznymi wydarzeniami, można by pomyśleć, że to dokument. I to naprawdę dobry dokument.

Miejsce 2: "Annie Hall" 1977 r.


Przez wielu uważany za magnum opus i wyznacznik stylu Allena. W swoim czasie zwycięzca głównej nagrody na gali Oscarów w 1978 r. Do dziś najbardziej kojarzony przez publikę film nowojorskiego reżysera. A według mnie jego "zaledwie" drugi najlepszy film. I przy tym kompletnie nic mu nie ujmuję. To arcydzieło w każdym calu. Od niechronologicznej narracji, przez aktorstwo i dialogi po ciekawe zabiegi artystyczne, jak łamanie czwartej ściany, animacja w środku filmu i wiele innych. Ten film to miód na serce i czekolada na mózg. Inteligentne przesłanie idzie w parze z naprawdę angażującą historią dwójki ludzi, których naprawdę wiele dzieliło, ale mimo wszystko połączyło uczucie (tfu, co za okropny kicz, jak ja to mogłem napisać?!). Wielki film i klucz dla Allena do wielkiej kariery oraz pierwszej ligi Hollywood.

Miejsce 1: "Purpurowa róża z Kairu" 1985 r.  


Co tu dużo mówić? Magia kina o... magii kina. Pisałem o tym filmie w moim październikowym miesięczniku (nawet wygrał Złotego Ogórka) i od tego czasu moje zdanie nie zmieniło się ani trochę. Ten film utożsamia w sobie wszystko za co kocham a) kino b) Allena c) Mię Farrow d) wszystkie odpowiedzi są prawidłowe. Allen zręcznie balansuje tu pomiędzy naprawdę przejmującym i smutnym dramatem, a wybitną komedią. Kino dla głównej bohaterki to ukojenie tak, jak dla wielu z nas. Tutaj nieważne od tego co czeka na nas poza salą kinową, potrafimy na chwilę odnaleźć i poczuć szczęście. I być może pewnego dnia tak, jak do głównej bohaterki, sytuacja się odwróci i szczęście samo zejdzie do nas z ekranu. W dowolnej formie (osobiście nie wiem czy bym się cieszył z Jeffa Danielsa przebranego za podróżnika). Pozostaje tylko czekać.... i oglądać.


  



Ufff i to by było tyle. Nawet nie wiecie, jak przykre było odrzucenie "Wspomnień z gwiezdnego pyłu", "Złotych czasów radia", "Hannah i jej sióstr" czy "Co nas kręci, co nas podnieca". Ale cóż! Tak to jest kiedy trzeba wybierać zaledwie kilka z wielu świetnych filmów. Tymczasem uciekam do życia i zastanawiania się kto będzie bohaterem następnego rankingu. Scorsese? De Niro? Spielberg? Zobaczymy!

Trailer nadchodzącego "Wonder Wheel"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz