sobota, 10 lutego 2018

"Disaster Artist" recenzja #13

"Disaster Artist" opowiada historie przyjaźni Grega Sestero i legendarnego Tommy'ego Wiseau, najgorszego aktora i potencjalnie reżysera wszech czasów. Z tej przyjaźni zrodził się kultowy film "The Room", którego kulisy są dosyć szeroko ukazane w "Disaster Artist". Dzieło Tommy'ego Wiseau jest powszechnie uważane za najlepszy, najgorszy film w historii. Brzmi, jak idealny temat na film...

 


Nie da się napisać sensownej recenzji filmu Jamesa Franco bez poprzedniego wytłumaczenia fenomenu "The Room" i stojącego za nim Tommy'ego Wiseau. O filmie z 2003 r. nie wystarczy powiedzieć, że jest zły, jest ZŁY pod każdym względem, w najwybitniejszy możliwy sposób. Od aktorstwa, przez realizację po scenariusz. Kiedy się to ogląda momentami ciężko uwierzyć, że nie  jest to zamierzony efekt, a Tommy tak naprawdę nie jest geniuszem. Jak już jesteśmy przy Tommym to był on producentem, scenarzystą, reżyserem i oczywiście gwiazdą filmu. Jego aktorstwo przeszło już do historii, i w żadnych rankingu pod tytułem "role tak złe, że aż dobre" czy "najgorsze aktorstwo w historii kina" nie może zabraknąć Tommy'ego Wiseau na szczycie. Za każdym razem kiedy ta persona pojawiała się na ekranie, poziom zażenowania, ale też rozbawienia znacznie wzrasta. Z czasem "The Room" stał się filmem kultowym, w niektórych kręgach wręcz ubóstwianym, a Tommy Wiseau stał się znany i o dziwo, bardzo lubiany. Przy tym do dzisiaj jest on niezwykle enigmatyczną postacią. Nie wiemy skąd wziął pieniądze na film (6 milionów zielonych), ile ma lat i skąd tak naprawdę się wziął. Teorie są różne. Mówi się, że Tommy to kosmita, a może nawet polak. Ta druga nawet ostatnio zaczęła się potwierdzać. Prawdopodobnie Tommy pochodzi z Poznania i naprawdę nazywał się Tomasz Wieczorkiewicz. Ale schodzę z tematu. Do czego dążę to to, że Greg Sestero, przyjaciel Tommy'ego i współtwórca "The Room" po czasie napisał historię swojej przyjaźni z tym ekscentrycznym twórcą i nazwał ją.... "The Disaster Artist". Książka przykuła uwagę Jamesa Franco, znanego aktora i postanowił on ją zekranizować. Sam podjął się reżyserii oraz niełatwej do zagrania roli Tommy'ego Wiseau. W roli Grega Sestero obsadził swojego młodszego brata Dave'a. Jak im ten projekt wyszedł?


Ano moim zdaniem bezbłędnie. Zacznę może od tego co uważam w tym filmie za najlepsze. Czyli bardzo zgrabne przemieszczanie się pomiędzy naprawdę zabawną komedią, a dosyć przejmującym dramatem. Niedaleko końca film zaczyna skakać pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami tak szybko, że momentami aż ciężko nam się zdecydować nad odpowiednią reakcję. Losy bohaterów są często bardzo absurdalne, a nawet trochę żenujące, ale to nie ma znaczenia bo Franco nie robi sobie z Tommy'ego klauna, z którego wyciska tyle humoru ile się da, ale zaadaptował go z pełnym szacunkiem. Jestem zachwycony tym, jak umiejętnie Franco stworzył postać, na której nam zależy, i która potrafi wzbudzić u nas skrajnie różne emocje bez zdradzania za wiele na temat Tommy'ego. Po filmie jest on dalej bardzo enigmatyczny. Pomaga tutaj fakt, że James Franco wcielił się w Tommy'ego bezbłędnie. Mimo dosyć wyraźnych różnic w wyglądzie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie by ktoś zagrał tę rolę lepiej. Przez pierwszą połowę filmu, śmiałem się właściwie za każdym razem gdy postać Tommy'ego wypowiadała jakiekolwiek zdanie, a to jest naprawdę spory wyczyn. Z kolei końcówka niemalże wycisnęła u mnie łzy. Ze wszystkich ról Jamesa Franco jakie widziałem ta jest zdecydowanie najlepsza, i brak nominacji do Oscara jest według mnie ponurym żartem. Naprawdę dobrze sprawdza się również Dave Franco, grający bliższego planecie Ziemi Grega, jakby nie było głównego bohatera filmu. Zagrał naprawdę przejmującą rolę i wzbudzał natychmiastową sympatię. Na drugim planie świetnie się też spisał Seth Rogen, w roli Sandy'ego Schklaira, człowieka, który w pewnym momencie został prawdziwym reżyserem "The Room". Obsada została zatem dobrana znakomicie. Na bardzo ładne cameo załapał się też jeden z moich ulubionych aktorów- Bryan Cranston, grający samego siebie. Jak cudownie było zobaczyć jedną ze swoich ulubionych postaci hollywoodu biorącą udział w jednej z ulubionych historii hollywoodu. Czysta magia.

 

Jeśli już o historię chodzi... to jest ona niezwykła. Sama nietypowa przyjaźń głównych bohaterów to naprawdę przejmujący, ale też piękny wątek. Wydźwięk filmu jest naprawdę optymistyczny, pełny nadziei. Nie bardzo odkrywczy, ale też niebanalny. Pod tym względem film przypomina dzieło Tima Burtona z 1994 r.- "Eda Wooda". Oba są dosyć podobne pod względem historii bo oba opowiadają o poczynaniach dwóch reżyserów uważanych dzisiaj za najgorszych w swym fachu. O ile jednak pod względem konstrukcji fabuły, czy zabiegami artystycznymi "Ed Wood" i "The Disaster Artist" są zupełnie różne, tak przesłanie mają niemal identyczne. Opowiadają o tym, jak bardzo twórczość człowieka, jest dla człowieka ważna, o jej znaczeniu i o tym, że nawet jeśli cały świat jest tobie przeciwny to i tak powinieneś pruć w swoim kierunku i wyrażać siebie. Że cokolwiek robione z sercem i pasją musi mieć swoją wartość nieważne, jak nieudane by było. Oba filmy traktują też o sile przyjaźni i o tym, jak bardzo jej potrzebujemy. Ok zacząłem brzmieć, jak nastoletnie pisarka strudzona codziennym życiem i przede wszystkim szkołą, ale mimo swojej prostoty jeśli chodzi o przesłanie "The Disaster Artist" to wciąż naprawdę wartościowy film, który dostarcza rozrywki, zwłaszcza ludziom, którzy znają i kochają The Room. Dla tych "The Disaster Artist" to niezwykłe przeżycie i wręcz katharsis. Dla reszty to wciąż bardzo zabawny i przejmujący komediodramat ze świetnym aktorstwem. 


Ta karuzela zachwytów mogłaby jeszcze potrwać, ale szczerze? You know... sometimes, people dont't have to say it. They can feel it. "The Disaster Artist" domyka sobą w pewien sposób historię Tommy'ego i Grega i nadaje jej ładną klamrę. Wyrzuca tę dwójkę w centrum uwagi, ale też przedstawia ich przeżycia w naprawdę ładnej formie, która zachwyca, rozbawia i wzrusza. Co mogę jeszcze powiedzieć? Śmigajcie do kina!


Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz