niedziela, 4 marca 2018

"Kształt wody" recenzja #18

W roku 1990 premierę miał jeden z moich ulubionych filmów. "Edward Nożycoręki", bo o nim oczywiście mowa, zachwycił mnie swoją baśniową konwencją, ale też dosyć prostym, ale wciąż wartościowym przesłaniem, krytykującym nietolerancję, brak wrażliwości czy krótkowzroczność ludzi. Ponadto film czerpał garściami z gotyckich horrorów z wytwórni Hammer, oraz oczywiście z klasyki, stąd motyw Frankensteina. Dlaczego o tym wszystkim mówię? Ponieważ nominowane w tym roku do oscarów, w aż 13 kategoriach dzieło Guillermo del Toro, pod bardzo wieloma względami przypomina dzieło Burtona. Jak według mnie spisuje się współczesny "Edward Nożycoręki" czyli powszechnie wychwalony "Kształt wody"?



Specyficzną konwencję czuć właściwie od pierwszych sekund filmu, kiedy to narrator zaczyna swą opowieść w bardzo baśniowy sposób, nazywa główną bohaterkę księżniczką, wspomina o księciu, o potworze. Po chwili jest nam przedstawiona główna bohaterka- Eliza, niema marzycielka mieszkająca na poddaszu kina ze swoim starszym przyjacielem. Pracuje ona w ośrodku badawczym gdzie poznaje amfibie- coś na rodzaj humanoidalnej ryby, wyglądem przypominającej monstrum z "Potwora z Czarnej Laguny". Tutaj pojawia się kolejny, często wykorzystywany w Hollywood, motyw pięknej i bestii. Z czasem między Elisą i amfibią rodzi się specyficzna relacja. Otaczający świat nie jest im jednak zbyt przychylny i nasz oskrzelony przyjaciel zostaje przeznaczony do pokrojenia... w celu badań oczywiście. Na tym opis fabuły zakończę, ale dodam tylko, że nie jest ona szczególnie skomplikowana. Wręcz przeciwnie, jest dosyć przewidywalna, ale szczerze? Nie uznaję tego za wadę. Jak już wspominałem "Kształt wody" to baśń, a baśnie nie mają na celu nas zaskakiwać. Wiadomo, że książę na białym koniu pokona czarnoksiężnika i zdobędzie rękę królewny i wszyscy o tym wiedzą jeszcze zanim baśń się rozpocznie. W takim razie właściwie jaki jest cel baśni? Przecież wiemy, jak się ona skończy, nie zaskoczy nas ona historią. Cóż, moim zdaniem nie musi. Baśń powinna nas ujmować tym co w niej nierzeczywiste i zachwycające. Zachwyt to tutaj słowo klucz. Baśnie przykuwają naszą uwagę tym co w nich niezwykłe, żeby przekazać nam dosyć proste wartości. I właśnie to w swoim czasie zrobił "Edward Nożycoręki" zachwycając nas gotycką estetyką kontrastującą z przerysowanymi przedmieściami oraz warstwą audiowizualna, w celu przekazania nam prostych, uniwersalnych treści. I właśnie dokładnie to samo robi "Kształt wody" przykuwając naszą uwagę, swoja estetyką lat 60-tych oraz projektem amfibii, aby przekazać te same wartości co "Edward Nożycoręki" czyli tolerancja, empatia, zrozumienie. I według mnie "Kształt wody" jako taka baśniowa, romantyczna historia spisuje się naprawdę dobrze, i wszelkie zarzuty o banalność historii właściwie zbywam, bo ludzie, którzy je głoszą najzwyczajniej w świecie nie załapali konwencji filmu. 


Mimo iż dosłownie chwile temu wspominałem, że nie przeszkadza mi prostota fabularna w tym filmie to nie znaczy, że nie mam żadnych "ale" do scenariusza. Moim zdaniem relacja pomiędzy Elisą a amfibią została zbudowana trochę za szybko, przez co ciężko w nią uwierzyć. To chyba największa wada filmu, i naprawdę uważam, że można było poświęcić 10 minut więcej żeby ją wyeliminować. 


W roli głównej wystąpiła tutaj Sally Hawkins i trzeba przyznać, że wypadła naprawdę wspaniale. Na oscarach wciąż będę kibicował Frances McDormand, ale nie zmienia to faktu, że w grze Hawkins nie zabrakło niczego i jest to naprawdę świetna kreacja. Jeszcze lepszy jest tutaj drugoplanowy Michael Shannon w roli szefa ochrony w ośrodku badawczym. Nie jest to może szczególnie zaskakująca rola, znamy w końcu emploi Shannona, który przywykł do grania czarnych charakterów, ale wychodzi mu to na tyle dobrze, że mimo pewnej powtarzalności jego obecność na ekranie jest wciąż dosyć elektryzująca. Ogólnie cały drugi plan stoi tutaj na wysokim poziomie. W roli Zeldy- przyjaciółki Elisy widzimy naprawdę dobrą Octavie Specner, w roli starszego współlokatora bohaterki widzimy nominowanego za tą rolę do oscara, Richarda Jenkisna, a w rolę Dr. Hoffstetlera wcielił się Michael Stuhlbarg, który co ciekawe, wystąpił w trzech filmach nominowanych w tym roku do oscara w głównej kategorii. 


Realizacyjnie film stoi na bardzo wysokim poziomie. Zdjęcia są wypieszczone i zawierają sporo odwołań do lat 60-tych. Sam projekt amfibii robi wielkie wrażenie i jest bardzo oczywistym nawiązaniem do "Potwora z Czarnej Laguny". Ogólnie stroje i scenografia stoją na bardzo wysokim poziomie. Ważną rolę w odbiorze odgrywa tutaj woda, przewijająca się w różnych postaciach przez cały film. Jest tu też sporo nawiązań do klasyki kina, chociażby filmów tanecznych a'la Fred Astaire & Ginger Rogers. Kto by się tu tego spodziewał?


"Kształt wody" to film, który wymaga dosyć specyficznej wrażliwości i podatności na baśniową konwencję, która nie każdemu podchodzi. Jeśli jednak lubi się takie kino, to jest to pozycja obowiązkowa. Sam wyszedłem z kina bardzo usatysfakcjonowany. Jeśli zaś chodzi o te wszystkie nominacje do oscarów  to już dzisiaj wieczorem przekonamy się ile z tej trzynastki przypadnie ostatecznie dziełu Guillermo del Toro. W najbliższym czasie pojawi się też na blogu moje subiektywne podsumowanie oscarów, a potem spóźniony miesięcznik zaległości z lutego. Tymczasem życzę wszystkim miłej nocy oscarowej.


Ocena: 8/10

1 komentarz:

  1. Ciekawa recenzja, nie słyszałam o tym filmie, może warto go obajrzeć.
    https://pielegnacyjny-zakatek.pl/

    OdpowiedzUsuń