piątek, 2 marca 2018

"Lady Bird" recenzja #16

Sezon oscarowy zbliża się do końca, a mi jeszcze zostało kilka filmów do nadrobienia. Jednym z nich była do niedawna, nominowana do oscara w kategorii najlepszy film "Lady Bird". Za kamerą stała reżyserka i aktorka Greta Gerwig (nominowana do oscara za reżyserie), a w roli głównej mogliśmy oglądać Saorise Ronan (też nominowaną do oscara w kategorii aktorskiej). Czy film zasłużył na te wszystkie nominacje i co ważniejsze, jak się sprawdza jako dzieło traktujące na dosyć już przerobione w kinematografii tematy, jak miłość czy młodość i wiążący się z nią bunt?



Fabuła opowiada nam o siedemnastoletniej Christiane, zbuntowanej dziewczynie, nienawidzącej swego miasta, szkoły, nienawidzącej nawet swego imienia, każącej się nazywać Lady Bird. Jest ona zdesperowana żeby się wydostać się ze swoich okolic i studiować na wschodzie Stanów. W międzyczasie spotykają ją pierwsze związki, miłości oraz przeszkody w relacjach z matką czy przyjaciółką. 


Film skupia się na poznawaniu siebie i przede wszystkim swoich uczuć. Pojawiają się tutaj mocno zużyte motywy, jak relacja nieznośnej córki z biedną rodziną, czy brzydsza, najlepsza przyjaciółka, od której główna bohaterka się odwraca na korzyść popularniejszych znajomych. Pewna mieszanka dosyć sztampowych motywów daje nam jednak dosyć szeroki obraz na towarzyszące nam w tym wieku uczucia i emocje. Film wydaje się być w swoim wydźwięku dosyć banalny, ale przy tym napisany został na tyle subtelnie, że w jakiś sposób działa to tutaj naprawdę przyjemnie. Wydarzeniom towarzyszy odpowiednia ilość emocji, a postaciom nie brakuje charakteru. Jeśli chodzi o główną bohaterkę to na początku strasznie mnie irytowała, jako pyskata nastolatka, ale jestem dosyć przekonany, że był to celowy zabieg, bo z czasem wyraźnie dramat bohaterki został pogłębiony, a jej charakter pod wpływem wydarzeń i popełnionych błędów, złagodniał. Naprawdę dobry wątek niesie ze sobą matka głównej bohaterki. Ta postać jest jedną z największych zalet filmu, a właściwie relacja z jej córką, jest bardzo nierówna i dosyć nieoczywista. Mamy tu do czynienia ze specyficzną miłością, której obie bohaterki nie są w stanie jej sobie wzajemnie okazać. Z postaci drugoplanowych mamy też wątki rówieśników Lady Bird- jej nieatrakcyjnej przyjaciółki Julie oraz dwóch skrajnie różnych chłopaków- Kyle'a i Danny'ego. Każdy z tych trzech wątków wydaje się być dosyć oczywisty i przez to przewidywalny choć przyznam, że rozwiązanie wątku Julie sprawiło, że na sercu zrobiło mi się bardzo ciepło mimo faktu, że niejednokrotnie to już widziałem. Zakończenie filmu też nie przyniosło ze sobą zaskoczeń, było dosyć oczywiste, ale przy tym wciąż dosyć emocjonujące oraz po prostu ładne.


Aktorsko film stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie. Saorise Ronan wykazała się talentem i w udany sposób przedstawiła swoją postać i mimo balansowania na przystępnej granicy ekspresji, nie wpadła w przerysowanie. Laurie Metcalf jako matka Lady Bird wypadła naprawdę przyzwoicie, i pod koniec filmu przy jednej emocjonalnej scenie byłem naprawdę przejęty ją kreacją. W roli chłopaków głównej bohaterki wystąpiło dwóch aktorów z talentem do wybierania filmów. Jeden z nich to Lucas Hedges, który wystąpił w zeszłym roku w świetnym "Manchester by the sea", a w tym w jeszcze lepszych "Trzech billboardach za Ebbing, Misouri". Drugi to Timothée Chalamet, który w tym roku zachwycił swoją rolą w "Call me by your name". Obaj spisują się dosyć standardowo, Hedges czasem irytuje, a Chalamet jest według mnie trochę zbyt zblazowany. Mimo wszystko obaj panowie mają możliwość pochwalenia się kolejnymi niezłymi rolami w oscarowych filmach. Od strony realizacyjnej film nie oferuje zbyt wyszukanych zabiegów. Kamera raczej nie daje o sobie szczególnie znać, ale przy tym nie brakuje tu kilku dosyć ładnie nakręconych, subtelnych scen. 


"Lady Bird" to film z jednej strony subtelny, ładnie zagrany i ukazujący szerokie spektrum emocji związanych z dorastaniem, a z drugiej dosyć standardowe i trochę przewidywalne pod wieloma względami dzieło. Mimo tego polecam, wam udać do kina i przekonać na własnej skórze, czy film Grety Gerwig was do siebie przekona.


Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz