sobota, 3 marca 2018

"Nić widmo" recenzja #17

"Nić widmo" to drugi film duetu- Paul Thomas Anderson & Daniel Day-Lewis. Za pierwszym razem z rąk tej dwójki otrzymaliśmy niesamowite dzieło jakim było "Aż poleje się krew" (pisałem już o nim TUTAJ). Czy tym razem naszemu duetowi udało się stworzyć równie dobry film i czy jest on godnym odejściem Day-Lewisa na emeryturę?


"Nić widmo" opowiada historię relacji dwójki ludzi. Reynoldsa Woodcoocka, ekscentrycznego, ale też niezwykle uznanego krawca, oraz Almy, młodszej dziewczyny, która się w nim zakochuje. Z czasem jednak charakter jej partnera zaczyna ją męczyć i frustrować. Jej obecność burzy poukładaną rutynę życia Reynoldsa, a para w trakcie trwania znajomości przechodzi przez skrajnie różne etapy, niektóre przyjemne, a niektóre ciężkie do przetrwania. 


Co może wielu ludzi odtrącić od tego filmu to specyficzna, bardzo powolna narracja. Paul Thomas Anderson z pieczołowitością ciągnie sceny i zagłębia się w psychologie postaci. W tle zazwyczaj słyszymy brzdąkanie pianina, ale dialogi są prowadzone w bardzo powolny sposób, z dużymi przerwami, kadrami skupionymi na wiele mówiących twarzach bohaterów, ale mimo wszystko wypadają niezwykle wiarygodnie i naturalnie. Pomaga tutaj świetne aktorstwo i nie sposób tutaj się nie rozpłynąć nad rolą Daniela Day- Lewisa. Bezbłędnie wykreował on postać, względem której nasze odczucia w trakcie trwania filmu, skrajnie się zmieniają. Sama jego twarz potrafi powiedzieć wyraża bardzo wiele, każde najmniejsze tiki czy odruchu są tutaj istotne. Bardzo dobrze spisała się też jego ekranowa partnerka Vicky Krieps, jako bardziej ludzka i swojska przeciwwaga, dla chłodnego i zmanieryzowanego Lewisa. 


Samo zderzenie dwóch charakterów i psychologia postaci zostało tu napisane perfekcyjnie. Choć nie jestem wielkim fanem zakończenia filmu, nie jestem w stanie nie docenić tego, jak relacja dwójki postaci została zbudowana, i jakie emocje ze sobą niosła. "Nić widmo" daje nam pełen obraz na emocje wiążące sobą ludzi, i frustrację jaka z tego wynika. Sama relacja między postaciami przechodzi przez poszczególne, logicznie z siebie wynikające okresy. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to być może przyczyna ekscentrycznego charakteru Reynoldsa mogłaby być jeszcze trochę mocniej umotywowana, ponieważ ostatecznie otrzymujemy subtelnych kilka poszlak, z których żadna jednak nie stanowi dla nas szczególnie mocnego uderzenia.

 

Nie sposób tutaj nie wspomnieć o realizacji. Film wygląda prześlicznie! Jest bardzo stylowy, a każdy poszczególny kadr jest niezwykle dopieszczony. Tak, jak w przypadku "Aż poleje się krew" czuć tutaj, że "Nić widmo" jest wystylizowana tak, żeby realizacyjnie przypominać starsze filmy. Warto też wspomnieć o szytych przez bohatera kostiumach, które subiektywnie mogą się podobać, albo i nie, ale każda suknia jest tutaj dobrana doskonale, i każda niesie ze sobą, jakieś znaczenie czy symbolizuje jakiś etap w życiu czy motywację bohaterów. Ogólnie scenografia stoi tu na naprawdę wysokim poziomie co razem ze świetnymi kostiumami i pięknymi zdjęciami, robi niesamowitą robotę.

 

"Nić widmo" to film wymagający, ale jeśli się do niego podejdzie z odpowiednim nastawieniem, potrafi on dostarczyć pełną gamę emocji. Świetny Daniel Day- Lewis godnie kończy tutaj swoją karierę. Osobiście nie mogę doczekać się kolejnych dzieł Paula Thomasa Andersona, i jestem zdeterminowany żeby nadrobić te jego filmy, których jeszcze nie miałem okazji obejrzeć. Cytując klasyka "Czuję, że to początek wspaniałeś przyjaźni".



Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz