wtorek, 17 kwietnia 2018

"Nigdy cię tu nie było" recenzja #22

"Nigdy cię tu nie było" opowiada historię bohatera o imieniu Joe, weterana wojennego, który zajmuje się odnajdywaniem zaginionych dzieci. Przyjmuje zlecenie na odnalezienie córki senatora, Niny. Krótki opis fabuły mógłby przywodzić na myśl kino akcji, najlepiej z Liamem Nessonem albo Dwaynem Johnsonem w roli głównej. Nic bardziej mylnego. Najnowszy film z Joaquinem Phoenixem ma w sobie jedynie tropy z sensacyjnego kina akcji, ale przedstawia je w zupełnie inny, bardziej artystyczny sposób, pozostawiający wiele do interpretacji. Zaciekawieni?




Fabułą film jakoś szczególnie nie stoi. Potrafi zaskoczyć w odpowiednim momencie, aczkolwiek to nie jest tutaj najważniejsze. Bohatera poznajemy właściwie bez szczególnej ekspozycji. Ta przejawia się w filmie tylko za sprawą skąpych retrospekcji, wiemy jednak na pewno, że Joe był na wojnie, widział straszne rzeczy, a teraz mieszka w domu ze starą matką i zajmuje się odnajdywaniem zaginionych dzieciaków. Pewnego dnia przyjmuje zlecenie na odnalezienie córki senatora. W trakcie zlecenia jednak sprawy zaczynają się komplikować.



To co zachwyca tu najbardziej to zdecydowanie strona czysto artystyczna filmu. Audiowizualnie stoi on na niebywałym poziomie. Ciekawe kadry, świecenie kontrowe, kolorowe źródła światła oraz odważne zabiegi, jak na przykład przedstawienie całej sceny akcji z perspektywy monitoringu, sprawiają, że film ogląda się znakomicie. Efekt dopełniają niezwykle ejtisowa, klimatyczna muzyka Johnny'ego Greenwooda oraz wcielający się w rolę główną Joaquin Phoenix, który jak zwykle zresztą spisał się znakomicie. Przy niewielkiej ilości tekstu, stworzył kreacje niejednoznaczną i subtelną, idealnie współgrającą z resztą filmu. Sam film jest dosyć ascetyczny, operujący milczeniem i subtelnymi chwytami, pozwalającymi wczuć się w emocje bohatera.


Można dopatrywać się tu wszelakich motywów i nawiązań. Niektórzy dopatrzą się tu "Leona Zawodowca" ze względu na specyficzną relacje między bohaterami, inni "Taksówkarza" ze względu na autodestrukcyjny portret psychologiczny głównego bohatera. No właśnie- portret psychologiczny, głównego bohatera. Niby nie mamy rozbudowanej ekspozycji, ale mimo wszystko właściwie od początku znamy głównego bohatera. Nie dostajemy o nim wiele informacji właściwie tylko tyle ile absolutnie musimy wiedzieć, ale mimo wszystko czujemy tą postać i wiemy czego można po niej oczekiwać. 


"Nigdy cię tu nie było" to ciekawa propozycja na wyjście do kina. Film ogląda się znakomicie za sprawą niezwykłej realizacji, znakomitego aktorstwa i szerokiego interpretacyjnego wachlarza. Nie jest to kino akcji jakiego wielu ludzi się po nim ewidentnie spodziewało stąd mój apel do tych ludzi- to jest trochę co innego, więc zamknijcie pyski i przestańcie wypisywać te bzdury na filmwebach czy facebookach, dziękuję. A do ludzi, którzy chcą czegoś innego, trochę bardziej wymagającego mam do powiedzenia tylko jedno- idźcie i oglądajcie!


Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz