poniedziałek, 30 kwietnia 2018

"Wyspa psów" recenzja #24

Wes Anderson to zdecydowanie jeden z najbardziej charakterystycznych współczesnych reżyserów, którego filmy można od razu poznać właściwie po jednym kadrze. Ciężko nie pokochać tych pastelowych, symetrycznych ujęć, prostych nostalgicznych i zaskakująco tragicznych historii, oraz dosyć czarnego humoru. W tym roku reżyser powrócił z drugą, po "Fantastycznym Panu Lisie", w swojej karierze animacją poklatkową- "Wyspą psów". Film świecił znakomitą, głosową obsadą z moim ulubionym aktorem Bryanem Cranstonem na czele. Na drugim i trzecim planie takie nazwiska, jak chociażby Edward Norton, Jeff Goldblum, Bill Murray, Scalett Johansson, Gretą Gerwig, Harvey Keitel, tegoroczna zdobywczyni Oscara- Frances McDormand, Tilda Swinton, F. Murray Abraham, Liev Schreiber oraz Yoko Ono... wow, robi wrażenie? Czy film z takimi nazwiskami w ogóle może nie być arcydziełem?




"Wyspa psów" arcydziełem jest... oraz nie jest. Zależy czego oczekujecie. To co na pewno stoi na najwyższym możliwym poziomie i zachwyca właściwie przez cały czas trwania seansu to, animacja sama w sobie. Twórca "Fantastycznego Pana Lisa" powrócił to techniki poklatkowej z rozmachem. Każde ujęcie zachwyca tutaj kompozycją, kolorystyką oraz tym o czym wielu ludzi zapomina w przypadku animacji... pracą kamery. Nie wiem, jak wy, ale ja osobiście uwielbiam animacje wykonane poklatkowo. Uwielbiam ten trochę rwany obraz oraz fakt, że to co widzę faktycznie istnieje i zostało nakręcone, a nie "tylko" wygenerowane w komputerze. Oczywiście animacja poklatkowa jest skrajnie nieopłacalna (od strony finansowej oczywiście) i właściwie tylko reżyserzy z wyrobioną marką i odpowiednimi kaprysami, jak Burton, Selick czy właśnie Anderson mogą sobie na mogą pozwolić. 


Animacją można się zachwycać bez końca, ale właściwie po co? Najlepiej ją poznać na własnej skórze. Trochę więcej mam do powiedzenia na temat fabuły i niestety, ale tu już nie jest tak różowo. Historia podzielona jest na rozdziały oraz retrospekcje. Historia opowiada o tym, jak wszystkie psy z miasta Megasaki zostają przetransportowane na wyspę śmieci. Chłopiec Atari przybywa na tę wyspę skradzionym samolotem w poszukiwaniu swojego psa Ciapka. Tam spotyka, bandę psów z Chiefem (Bryan Cranston) na czele. Psy postanawiają pomóc mu odnaleźć pupila. I niestety im dalej w las tym bardziej narracja się rozpada i wprowadzanych jest wiele zbiegów okoliczności i naiwnych rozwiązań, które nie kują tak bardzo, jak się siedzi w kinie i zachwyca kadrami, ale jak się dłużej przemyśli fabułę to się dostrzega wiele tanich rozwiązań. W dodatku jedyna postać, która w trakcie filmu w jakiś sposób się zmienia, czy rozwija to Chief. Jego wątek zdecydowanie jest najjaśniejszym punktem filmu, a fakt, że Bryan Cranston znakomicie użyczył swego głosu tylko potęguje efekt. Szkoda, że z czasem jego postać schodzi na drugi plan. To zresztą tyczy się nie tylko Chiefa. Wykorzystanie w tym filmie postaci generalnie jest dziwne. Najlepszym przykładem jest chociażby pies grany przez Harveya Keitela, który pojawia się w jednej scenie, wydaje się być ważnym bohaterem, a potem schodzi na trzeci plan i jego wątek wydaje się być zupełnie zbędny. Nie zrozumcie mnie źle to nie przeszkadza podczas oglądania, ja osobiście bawiłem się znakomicie, ale ciężko nie wyczuć tu pewnego niewykorzystanego potencjału. Samo rozwiązanie fabuły to jest już zlepek mniejszych lub większych naiwności.


O tym, że obsada spisała się znakomicie chyba nie muszę wspominać. Jest tu też sporo typowo Andersonowego, czarnego humoru oraz często dosyć drastycznych rozwiązań. Tutaj chciałem też wspomnieć o tym, że "Wyspa psów" zdecydowanie nie jest animacją, na którą można pójść z dziećmi. Nie dość, że nie jest dostępna z dubbingiem to zdarzają się tu momenty, które mogłyby się dzieciom wyjątkowo... nie spodobać. 


"Wyspa psów" przypadnie do gustu fanom Andersona, fanom psów, fanom Japonii... ale charakterystyczny styl Andersona na pewno nie przypadnie do gustu każdemu. Polecam przekonać się na własnej skórze. Ja bawiłem się znakomicie i jestem pewien, że jeszcze kiedyś do "Wyspy psów" powrócę.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz